Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kraków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kraków. Pokaż wszystkie posty

10/04/2016

Kraków: charakterny KARAKTER


Krakowska restauracja Karakter otworzyła swoje drzwi przy ulicy Brzozowej na początku sierpnia i od jeszcze przed otwarciem wywołała duże poruszenie. Na odważny, kolejny krok w swojej restauracyjnej karierze, zdecydowali się jeden z najlepszych w Krakowie szefów kuchni, Daniel Myśliwiec i właściciele krakowskiego Zazie Bistro. Karakter ma jedną oryginalniejszych kart w mieście, gdzie wegetarianie nie znajdą tu nic dla siebie, nawet w deserach! Tematem przewodnim są bowiem podroby.

                           


 Menu jest wyważone, ale daje wybór. Decyzja nigdy nie jest prosta bo karta podzielona jest na pięć części: przystawki, dania główne, chleb &…, desery oraz mule bar.  W Karakterze wypijemy też dobre wino, ponieważ za jego selekcję odpowiada Kuba Janicki (Kontretykieta), który słynie z sympatii do win ekologicznych, biodynamicznych i naturalnych.



Wnętrze Karakteru jest minimalistyczne, ale zarazem przytulne. W dekoracji, za którą odpowiada architekt, zlokalizowanego po sąsiedzku Zenitu, Piotr Paradowski, znajdziemy elementy art deco, industrial.Złoto, metal, beton. Jest ładnie. 


A obsługa? Młodzi ludzie są bardzo zainteresowani gośćmi, przykładają się, są mili i zawsze na miejscu, jednak momentami jeszcze trochę zagubieni.


Podsumowując: Karkakter to ładne miejsce, gdzie zjemy unikatowe jedzenie za rozsądne pieniądze. Wypijemy starannie dobrane, nie sztandarowe wina, których nie spróbujemy nigdzie indziej w naszym pięknym kraju. Karakter to miejsce z charakterem. Miejsce do którego chce się wracać po więcej!

INFO:
ul. Brzozowa 17, Kraków
tel. 795 818 123

zdjęcia:
restauracja: http://www.piotrparadowski.com/
jedzenie: https://www.instagram.com/marcinczornyjkaluza/

11/08/2014

Ed Red - krakowski steak house

Zaryzykowałabym stwierdzeniem, że gastronomia w Krakowie działa prężniej niż w Warszawie. Wybór kuchni prawie z całego świata daje dużo propozycji miejsc gdzie można zjeść i wypić. A co jeśli mamy za mało czasu, żeby spróbować wszystkiego na co mielibyśmy ochotę? Albo obawiamy się wpadki w postaci niesmacznej kolacji? Czasem warto popytać wśród lokalnych mieszkańców lub jak to coraz częściej bywa zrobić rekonesans w internecie. Tak też zrobiłam ja. Mając jeden wieczór w Krakowie, zaufałam Basi Stareckiej, prowadzącej bloga nakarmionastarecka.pl i piszącej recenzje do polskich czasopism. Wybór padł na Ed Red. I słusznie.

Ed Red to krakowska restauracja ze stosunkowo krótkim stażem, bo otwarta w kwietniu tego roku. Lokal znajduję się zaledwie kilka kroków od Głównego Rynku co nie wątpliwie ułatwia turystom, żądnym dobrego mięsa, znalezienie miejsca gdzie dobrze zjedzą.


Steak house - tak określa swoją kuchnię Ed Red. Podawana tutaj wołowina słynie z tego, że jako pierwsza w Polsce, przed podaniem jest przez kilka tygodni sezonowana na sucho. Mało tego mięso pochodzi od polskich krów, ras mięsnych (przypominam, że wołowina w Polsce to głównie produkt uboczny produkcji mleka) a do tego od lokalnych hodowców, a nie z jakiejś tam Argentyny!

Na miejsce docieramy chwilę po 19 w czwartek przed długim weekendem listopadowym. Lokal jest w połowie zapełniony. Wnętrze jest industrialne, z ciekawymi dekoracjami. Różni się od innych krakowskich restauracji swoim lekko surowym wyglądem. Dla mnie w porządku, czuć przestrzeń, ale przy stoliku można poczuć się intymnie.


Kelnerka przynosi kartę. W menu już pojawia się wkładka świętomarcińska z gęsią w roli głównej. Regularne dania to logiczny, przemyślany plan. Na przystawkę do wyboru jest tatar wołowy, kaszanka, śledzie - takie polskie akcenty ale mamy też do wyboru sałatę z łososiem czy cielęciną (26 zł), a nawet ostrygi. Ja waham się między podrobami cielęcymi na 5 sposobów a pieczonymi kośćmi szpikowymi z ziołową salsą (14 zł). Wybór pada na kości.

Dania główne to oczywiście steki wołowe (od 19,90 zł za 100 g), burgery, policzki wołowe (37 zł) (to mam zamiar spróbować następnym razem!), kurczak czy pstrąg z palonym masłem (31 zł). A co jeśli nie jecie mięsa? Nic straconego. Dla wegetarian znajdzie się, tak popularne ostatnio, kaszotto z grzybami i regionalnym cheddarem (26 zł). Do tego wybór klasycznych dodatków. Dobre domowe wino robiło nam za deser, więc karta deserów nie była przedmiotem moich rozważań.

Tak więc nasz wybór padł na kości szpikowe i po burgerze Eda (28 zł) z sosem z zielonego pieprzu i gorgonzoli. W oczekiwaniu na jedzenie dostaliśmy po grzance z salami i majonezem, wszystko home made. Plus za czekadełko. To miły akcent, tak na pierwszy głód podczas oczekiwania.

Po 20 minutach nadchodzą nasze kości szpikowe. Myślicie pewnie: 20 minut? Tak, tak. Kelnerka nas uprzedzała. Ale to dobry znak! Kości pieczone są na bieżąco. I to czuć i w smaku i w zapachu. Wow! Ziołowa salsa to zaskakujący akompaniament do szpiku, ale ku mojemu zdziwieniu - pasuje.


Czas na długo wyczekiwanego burgera. Pewnie tak jak ja jesteście przyzwyczajeni do burgerów w dużych bułach, czasem prawidłowo podpieczonych, chrupiących, czasem miękkich jak w McDonalds's. Więc pewnie wyobrażacie sobie moje zdziwienie gdy zobaczyłam coś takiego:


Ale staram się nie oceniać książki po okładce. Burger był pyszny. Podsmażony chleb zamiast bułki? Tak! Tak wyglądał burger naszych dziadków. Wiedzieli co dobre. Każda z kromek posmarowana jest innym sosem, jedna grzybowym. To ci niespodzianka. A jak mięso? Pycha. Podsmażone tylko z zewnątrz, czerwone w środku. A co z sezonowaną wołowiną? Jest różnica w smaku? Jest. I to duża. Tylko sos zawiódł, był słodki, nie było czuć ani pieprzu ani gorgonzoli. I był brązowy. Hmmm..

Podsumowując: miejsce na prawdę godne polecenia. Jedzenie smaczne, porcje słuszne, ceny adekwatne. Klimat miejsca pasuje do menu, a menu pasuje turystom. Wybierzecie się i Wy?

INFO:
Ed Red
ul. Sławkowska 3
Kraków

1/03/2014

KRAKÓW: Miód Malina

Kraków jest pełen stylowych restauracji. Konkurencja jest ogromna. Ale koneserzy z pewnością nie omijają miejsca o smakowitej i przyjemnej nazwie Miód Malina.

Nazwa ta zobowiązuje i sugeruje dobre jedzenie i swojskie klimaty. Gość, który tu zawita, jest raczony tymi obydwoma „specjałami”. I nie przypadkiem słynny przewodnik Michelin już trzykrotnie wyróżnił krakowską restaurację.


Przyzwyczailiśmy się do tego, że wszystko, co najlepsze w Krakowie, znajduje się w obrębie lub w pobliżu Rynku Głównego. I tak jest w istocie. Miód Malina ulokowana została na rogu ulic Grodzkiej oraz Poselskiej, w pobliżu tak Rynku, jak i Plantów. Ulokowana nie byle gdzie, bo w XIV-wiecznej kamienicy, co samo w sobie nadaje temu miejscu wyjątkowego charakteru.

Ideą właścicieli jest, by wystrój restauracji nawiązywał do atmosfery malowniczej, polskiej wioski. W istocie, jest tu „przytulnie”. Wszystko za sprawą starych drewnianych kredensów z glinianymi dzbankami i słojami z miodami, tkanych obrusów na stolikach, ogromnego pieca z górą drew na zapiecku, czy malowideł na ścianach. Całości dopełnia łukowate sklepienie sufitu, suszone i świeże bukiety kwiatów i zioła. Warto dodać, że piec działa na rzecz gości – obsługa przygotowuje w nim pierogi, piecze żeberka czy golonkę. Ktoś mógłby powiedzieć, że wizualnie Miód Malina jest przeładowana, ale to przeładowanie jest miłe oku, bardzo polskie oraz swojskie.


Karta restauracji Miód Malina odzwierciedla wystrój, znajdziemy w niej polskie potrawy, ale nie tylko, bo są tu także dania kuchni włoskiej. To miks często stosowany na świecie, w najlepszych restauracjach miesza się menu lokalne z innym, a z reguły włoskim właśnie. Trudno się temu dziwić, wszak kuchnia „italijska” należy do najlepszych. Stąd obecność w krakowskiej restauracji bruschetty, ale wierni tradycji, radzimy wybrać z przekąsek oscypek po bacowemu z żurawiną czy grzyby w śmietanie z rozmarynem lub też placki ziemniaczane ze śmietaną albo sosem grzybowym. Wśród zimnych zakąsek poczesne miejsce zajmuje śledź w otulinie buraczków i gęstej śmietanki, nie brak tu także carpaccio i szynki parmeńskiej z melonem i rukolą. Danie Malinowe Pole przyciąga nie tylko nazwą, ale i składnikami: to różne sałaty z płatkami polędwicy i malinowym sosem vinaigrette. Z zup warto spróbować swojskiego rosołu z makaronem i świeżą pietruszką lub zupy z prawdziwków, podawanej w chlebie. Godny uwagi jest krem z pomidorów z kluskami z parmezanu i z dodatkiem rukoli. Miód Malina oferuje wybór znakomitych pierogów, najlepiej wybrać zestaw różnych smaków.


Bogata oferta dań głównych zwraca uwagę specjałami z pieca: golonką na zasmażanej kapuście, bigosem, żeberkami w miodzie czy udźcem cielęcym w sosie kurkowym. Są w menu także świetne ryby i inne dania, a wśród nich tournedo (stek) z polędwicy wołowej z szynką parmeńską i marynowanymi cebulkami. Mamy także wybór włoskich past i – jeśli komuś mało – desery, wśród nich szarlotkę z lodami waniliowymi.


INFO:
Restauracja Miód Malina
ul. Grodzka 40, Kraków
tel: 12 430 04 11
http://miodmalina.pl
foto: własność restauracji

11/25/2013

KRAKÓW: Amarone

Kuta brama na tyłach kościoła, na końcu Zaułku św. Tomasza. Przeszklone zadaszenie podwórka, w głębi kilka mniejszych sal, na dole urocza klimatyczna winoteka, z butelkami najlepszych win poukładanymi na półkach wzdłuż ścian. Wnętrze na parterze momentami może trochę zbyt ascetyczne, ale w swojej ascezie niezaprzeczalnie eleganckie.


Białe talerze, biały obrus, białe ściany. Duże przejrzyste kieliszki, w których bukiet wina może się rozwinąć bez pośpiechu, bez ciasnoty, jak krakowska noc nad głowami, można go tak samo w pełni poczuć i smakować, jak to szczególne miejsce.

Talerze pojawiają się i znikają jakby same, kieliszki same się napełniają... obsługa jest, bo widać efekty jej działania. Bezszelestnie, niezauważalnie, równocześnie. Tak jak wymaga tego ten rodzaj lokalu. 100% profesjonalizmu, w najlepszym wydaniu.

Kuchnia jest stonowana, skomponowana w stronę idealnych uzupełnień, ale na wąskiej palecie smakowej. Poezja smaków, z jednej strony prostota i tradycja (jak wspomniana wcześniej kaczka po polsku), a z drugiej strony wyrafinowane smaki, Nie ma tam dynamicznych kontrapunktów tak popularnych w fusion, a za to jest niuans i aksamit. A wszystko to w otoczeniu wyśmienitych win, w absolutnie pięknych wnętrzach.


Ceny dość wysokie, ale taki jest to poziom restauracji. Nie przychodzi się tu zaspokoić tylko jednej potrzeby - jedzenia. Amarone to uczta dla ciała i ducha zarazem, chwila w świecie luksusu i najwyższych standardów. Kwintesencja stylu, elegancji, kultury, doskonałej kuchni, mistrz w swojej klasie. Poziom ponadprzeciętny.

11/11/2013

KRAKÓW: Well done, czyli wielkie amerykańskie żarcie

Kraków robi dobrą robotę. Przynajmniej w kwestii amerykańskiego żarcia. Jeżeli wasze doświadczenie ze zjednoczonym jedzeniem kończyło się na popularnych fast foodach, to koniecznie musicie odwiedzić Well Done. Hamburgery, skrzydełka i naleśniki nie muszą smakować jak plastik. Wręcz przeciwnie. Nie mogą. I nie smakują. W Well Done oczywiście.
 Do tej pory palmę pierwszeństwa w kwestii żywienia po amerykańsku dzierżyła pewna nienachalna sieciówka. Wystrój jak w Pulp Fiction, kelnerki przedstawiające się z imienia i świetne śniadania na kaca. Świetne, bo tanie i tłuste. Niekoniecznie dobre. Amerykańskie jedzenie ma w sobie coś magnetycznego. Nawet jak nie jest dobrze podane, to chce je się jeść. Jest słone, tłuste i zalane sosami. Zawsze się jakiś pozytyw w tym znajdzie. Zamiast jednak opisywać złą sytuację, lepiej zająć się tym co dobre. A dobro ostatnio zawitało na Mostową. Modna sieciówka może już swoich obrusów w kratę nie odbierać z pralni. Teraz je się w Well Done i nie wiem, co mogłoby tę sytuację zmienić.



Lokal jest urządzony w modnym ostatnio, minimalistycznym stylu. Jasne ściany, zabawny żyrandol z puszek po zupach Cambell i kilka nienarzucających się gadżetów prosto z Ameryki. Miło w środku i miło na zewnątrz. Najmilej jednak w karcie. Szczególnie jeśli uda nam się wpaść w porze lunchu, który za jedyne 16,99 PLN oferuje nam przelot przez pyszności ze wszystkich Stanów. Do wyboru bostońska zupa ziemniaczana, farmerska zapiekanka czy kurczak burger. Większość z frytkami. Uwaga nie smażonymi, a pieczonymi. Drobiazg, a robi różnicę.



Oczywiście nie tylko na lunch do Well Done wpadać warto. Równie dobre są śniadania i kolacje. Tylko trzeba wydać na nie więcej. Tym bardziej jeśli chce się zjeść w królewskim, amerykańskim stylu czyli na bogato. Miłośnikom wielkiego żarcia w Well Done na pewno się spodoba. Bo mało rzeczy cieszy oczy bardziej niż kubełek skrzydełek, góra frytek czy stos naleśników. Fakt. W Well Done się nie szczypią. Jak jeść, to jeść do upadłego. Szkoda tylko, że nie da się najeść na zapas. Z Warszawy mamy trochę daleko…


INFO:
Well Done
ul. Mostowa 2
godziny otwarcia: pon-nd: 8.30-22
zdj: https://www.facebook.com/pages/Well-Done/593169484049058
tekst: aktivist.pl

10/13/2013

VEGE: bar sałatkowy - restauracja CHIMERA w Krakowie

Restauracja i bar sałatkowy na przylegającej do rynku ul. św. Anny to dobra alternatywa dla zmanierowanych knajp Krakowa. Przytulne wnętrza w piwnicach i zadaszony ogródek znajdujący się w podwórcu średniowiecznej kamienicy przy barze sałatkowym cieszą się dużą popularnością wśród krakowian. W menu zestawy barowe składające się z kilku wybranych dań, można więc skomponować oryginalny lunch czy kolację w zależności od głodu i preferencji. Świeże jedzenie, zdrowe i pyszne dania w przystępnych cenach.


Bar Sałatkowy „Chimera” jest pierwszym i największym tego typu lokalem w Krakowie. Mieści się w zadaszonym i ogrzewanym podwórzu średniowiecznej kamienicy.Znajdziecie tu dziesięciometrową ladę pełną różnorakich sałatek (ponad 40 rodzajów), ciepłych dań mięsnych i wegetariańskich (30 rodzajów), własnych wypieków i naturalnych soków.

Sezonowe specjały baru sałatkowego to:
wiosną – sałatki z nowalijek i szparagi
latem – chłodzące napoje z liści mięty, melisy lub pokrzywy i chłodnik litewski
jesienią – domowe ciasto ze śliwkami, sałatka śliwkowa z ziołami i zupa dyniowa
zimą -ciasto dyniowe, barszcz z kulebiakiem i leczo z kaszą jaglaną.




INFO: 
Kraków, ul. św. Anny 3
godz. otwarcia: 9.00 - 23.00

10/10/2013

Otworzyło się Kamo Asian Grill &Bar w Krakowie

Kamo Asian Grill & Bar przy ul. Czystej 8 to pierwsze w Krakowie miejsce, gdzie można samodzielnie pogrillować zamarynowane mięsa i owoce morza, to również doskonale miejsce na spotkania i organizacje warsztatów innych niż wszystkie.

Jak głoszą plotki, mieszkający w Krakowie Japończycy już wpadają tu na swoje ulubione ozorki…;)




tekst: zwierciadlo.pl
foto: własność lokalu

5/26/2013

Kawiarnie rowerowe

Tej wiosny (i nadchodzącego lata) polskie miasta podbija nowy pomysł: kawiarnie rowerowe.

Zaczęło się od Bike Café w Poznaniu , działającej od połowy 2012 roku. Stworzył ją wraz ze swoją dziewczyną Marcin Łojewski, który zainspirował się podobną inicjatywą realizowaną w Kopenhadze. Już latem ubiegłego roku zapowiadał, że planuje zbudowanie całej sieci takich kawiarni. I słowa dotrzymał – stanowisko Bike Café pojawiło się właśnie w Warszawie. W poniedziałek 20 maja zadebiutowało na placu Defilad.

- Mobilność naszej kawiarni wynika z faktu, iż stanowisko do serwowania kawy umieszczone jest na retro rowerze, który codziennie przyjeżdża do centrum Poznania, aby dać mieszkańcom możliwość szybkiego wzmocnienia się łyczkiem pobudzającego espresso lub złapania dużego kubka orzechowego latte na dłuższe rozmowy w pobliskim parku – wyjaśniają założyciele Bike Café.


Bike Café jest pierwszą mobilną rowerową kawiarnią, lecz pomysł Marcina Łojewskiego podchwyciły już inne miasta. W Szczecinie działa Café Rower, natomiast w Łodzi – kawiarnia Pana Rowerskiego. Każda z mobilnych kawiarni, wyposażona w profesjonalny ekspres, łączy zamiłowanie właścicieli do kultury rowerowej i dobrej kawy. Działają w centrach miast i pojawiają się na miejskich imprezach: jarmarkach i festiwalach.

Kawiarnie rowerowe świetnie wpisują się w modę na wszystko, co ekologiczne. Są też próbą poprawienia polityki rowerowej w polskich miastach, a jak wiadomo, nasz kraj nie trafił do rankingu europejskich miast przyjaznych rowerzystom . Ich właściciele rabatami zachęcają właśnie cyklistów. Kawiarnie rowerowe mają jednak pewną wadę: są uzależnione od warunków pogodowych.

Ceny w polskich kawiarniach rowerowych:

Bike Café: od 5 zł za espresso do 11 zł za kawę mrożoną
Pan Rowerski: od 5 zł za espresso do 7 zł za latte
Café Rower: od 5 zł za espresso do 7 zł za latte

Bike Cafe w Poznaniu
Fot. Bike Cafe

Kawiarnia Pana Rowerskiego w Łodzi
Fot. Pan Rowerski

Cafe Rower w Szczecinie
Fot. Cafe Rower

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...